Klub DesignForum

Start arrow Artykuły
Tygrysy z Le Mans PDF Drukuj Email
Oceny: / 1
KiepskiBardzo dobry 
Wpisał: Aga   
tygrysyDługodystansowe zawody to znana od dziesięcioleci ekstremalna forma wyścigów. Największą sławę zyskał 24-godzinny maraton rozgrywany w Le Mans. W trakcie tych zawodów człowiek wraz z maszyną, a także mechanicy walczą non stop przez całą dobę. Uczestniczenie w wielogodzinnym maratonie wyścigowym wcale nie wymaga wyjazdu do Francji. Również w Polsce rozgrywane są podobne zawody – oczywiście w 10-krotnie mniejszej skali, trwające trochę krócej - bo 12 godzin. Emocji nie brakuje. (powiększ zdjęcie)

Tak jak w przypadku prawdziwych samochodów, zużyciu ulegają między innymi opony, które w czasie wyścigu są towarem reglamentowanym. Organizatorzy dostarczają każdemu teamowi cztery komplety kół i to ma starczyć na cały dystans. Na ogół oszczędzanie opon okazuje się nie lada wyzwaniem i studzi styl jazdy. Łagodniejsze pokonywanie zakrętów z nieco mniejszą prędkością daje również pozytywny efekt jeśli chodzi o częstotliwość wymiany akumulatorów. To z kolei wymusza stworzenie systemów szybkiej ich zamiany. W boksach serwisowych aż szumi od wentylatorów specjalnych „szybkich” ładowarek. Tak naprawdę trzeba mieć 10 kompletów akumulatorów, by auto mogło jeździć bez przerwy na ładowanie (z wyjątkiem czasu wymiany). Średni czas jazdy na jednym akumulatorze to około 12 minut, po których widocznie zaczyna spadać prędkość jazdy. Oprócz wymiany akumulatorów i opon przewiduje się wymianę silników (2 jednakowe na cały wyścig) oraz ich szczotek węglowych, które dają o sobie znać średnio co dwie godziny. W trakcie długotrwałej jazdy pojawia się już problem zmęczenia materiałów i ... kierujących. Dlatego w serwisie czekają pełne zestawy części oraz teamy składające się z co najmniej pięciu osób. Każda z nich ma status kierowcy-mechanika. To nie zmienia faktu, iż każdy zjazd do boksu to utrata cennego czasu. Zresztą niuansów decydujących o sukcesie jest znacznie więcej. Mają się one mniej więcej tak do rzeczywistości w Le Mans, jak skala 1:10.

Oczywiście nie każdy musi się wdawać w tę kłopotliwą formę zawodów. Wystarczy atmosfera, jaką dają modele pochodzące z serii Le Mans. Niestety nie ma ich wiele. W naszym parku redakcyjnym posiadamy zwycięzcę z 1989 roku – Sauber-Mercedes C11, w oryginale napędzanego 925-konnym silnikiem V8 Biturbo.

U jego boku stoi również słynne Porsche 911 GT1 w barwach Mobil 1, które w 1998 roku podwójnym zwycięstwem wpisało się w historię tego maratonu. Przypomnijmy, że ta ważąca zaledwie 950 kg wyścigówka napędzana była 550-konnym bokserem B6-3.2 Biturbo i póki co pozostała najszerszą 911-ką jaka kiedykolwiek istniała. Doskonale prezentuje się też Mercedes CLK-GTR z płaskim i szerokim nadwoziem oraz wąskim kokpitem. Oryginał opracowała firma AMG w 1997 roku i co ciekawe stworzyła też 25 szosowych egzemplarzy z 600-konnym silnikiem V12-6.9, które wśród kolekcjonerów rozeszły się jak ciepłe bułeczki – bagatela w cenie 1,5 mln. $. Choć modeli w skali 1:10 wykonano niewspółmiernie więcej, trudno je dziś spotkać na półce sklepowej, podobnie zresztą jak konkurenta - Porsche 911 GT1 z 1996 roku.

Ta przepiękna wersja 911-ki brała udział w Le Mans, po czym można było kupić model dopuszczony do jazdy po drogach publicznych. 6-cylindrowy bokser 3.2 Turbo z suchą miską olejową i mokrym płaszczem chłodzącym, dysponował mocą 544 KM, zapewniał przyspieszenie w 3,7 s do setki i prędkość maksymalną 310 km/h. Jego największym wrogiem były ... krawężniki, bowiem ospoilerowanie niemal stykało się z podłożem. Niedawno naszą kolekcję wzbogacił unikatowy Jaguar XJR-12 z charakterystycznie zakrytymi tylnymi kołami, który w barwach Silk Cut i Castrol zwyciężał w Le Mans w 1988 i 1990 roku, a do tego odniósł liczne sukcesy za oceanem (ten akurat model odzwierciedla zwycięzcę z Daytony). Początkowo napędzany był 830-konnym silnikiem V12-7.0 po czym zdecydowano się na lżejszą jednostkę V6-3.0 Biturbo o mocy 650-750 KM. Nasze wydanie Jaguara napędza oczywiście wysokoobrotowy silniczek elektryczny. Podobny wprawia w ruch czerwono-czarną wyścigówkę Courage LC 70 Mugen z odkrytym nadwoziem. Auta te swego czasu wywołały sensację w Le Mans. Niedawno pojawiły się na półkach modelarskich,  ale w błyskawicznym tempie zostały wykupione. Mało tego, w sprzedaży występowały zwycięskie Mazdy 787B z Le Mans ’91 i Nissany, ale te modele okazały się już niedostępnymi rarytasami.
Zmieniony ( 05.02.2009. )
 
« poprzedni artykuł